• Wpisów: 19
  • Średnio co: 113 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 21:34
  • Licznik odwiedzin: 4 148 / 2278 dni
 
alaylm
 


*Dzień 7 w domu babci Amy*

Siedziałam przy stole mieszając łyżką w misce zimnych płatek.Nie miałam znajomych, co chyba wyczuła moja babcia.Rano poinformowała mnie ,że zaprosiła swoją znajomą z którą ma przyjaść jej wnuk.Ucieszyło mnie to , ale nie liczyłam na cud.Myślałam ,że do domu wejdzie jakiś kujon , ładnie ubrany , pulowerek spodnie na kancik, wyproasowana koszula okulary i aparat.Jednak kiedy babcia otworzyła drzwi trochę się zdziwiłam.Zamiast uizanego kujona stanął w nich przystojny brązowooki na oko osiemnastoletni chłopak.Kiedy nasze babcie poszły do ogrodu , przysiadł się do mnie i zaczęliśmy miłą pogawędkę.Później okazało się ,że ma na imie Justin.Dokładnie Justin Bieber.Mieszka tutaj od urodzenia.Z mamą babcią i dziadkiem.Zna każdy kąt tego miasta jak własną kieszeń.Opowiedział mi o swoich znajomych i o sobie, dowiedziałam się ,że Justin gra na gitarze i dotego jeszcze śpiewa.Zazwyczaj osoby o takim wyglądzie jak on nie są tak wspaniałomyślne i miłe.Jednak on był zupełnym przeciwieństwem chłopaków ze szkoły w Londynie.Był miły , czuły.Co chwila zadawał mi jakieś pytanie...
-Może pójdziemy się przejść?-wyrwał mnie z zamyślenia swoim melodyjnym głosem.Odrazu się zgodziłam.Podeszłam do szafki z butami i wyjęłam żółte trampki.Zawołałam Boo sznaucera miniaturowego babci i wyszliśmy przed dom.Na dworze robiło się szarawo.Jednak ten czerwcowy wieczór wydawał się bardzo przyjemny.
-W starej szkole nie było mi za ciekawie-schyliłam głowę jakby bojąc się mu zwierzyć!Przecież znam go dopiero od dwóch godzin!.
-To znaczy?-zdziwiło mnie ,że chce drążyć temat.
-Nie byłam akceptowana.Nie miałam przyjaciół oprócz Caitlin.-jęknęłam.
-Brak akceptacji to najgorsza rzecz jaka może zdażyć się w szkole-chrząkną.
-Dokładnie-przyznałam mu racje-kiedy skręciliśmy w stronę boiska do koszykówki.Przez całą drogę obracałam gumowy , okrągły przedmiot w dłoniach.
-Zagramy?-zapytałam kiedy przeszliśmy przez bramkę.Biebs złapał piłkę i zaczął nią kozłować jak nie jeden zawodowiec.Z trudem udało mi się mu ją wyrwać.Koszykówka to jedyna dyscyplina sportowa jaka mi wychodzi.Jednak Justinowi nie było równych.Każdy jego krok był wykonywany z taką lekkością ,że wyglądał jakby latał.
-Miricle uważaj!-usłyszałam i poczułam piłkę odbijającą się od mojej głowy.Upadłam na gumową powierzchnię boiska i zobaczyłam nad sobą Biebera.
-Nic ci nie jest?-teraz dokładnie mogłam się przyjrzeć jego twarzy.Duże brązowe oczy  , zgrabny nos i usta układające się w serce.Chrząknęłam i usiadłam na prosto
-Chyba nie-złapałam się za głowę.
-Chciałem Ci podać a ty stałaś jakbyś miała jakąś wizje czy coś-zaczął się śmiać.Spojrzałam roześmiana do góry niebo rozświetlały miliony gwiazdek.Położyłam się żeby lepiej się im przyjrzeć , a po chwili zobaczyłam obok swojej głowy głowę Justina.

________________________________

Akcja rozkręci się w III rozdziale :D
Mam nadzieję ,że się wam podoba.
Chcę bardzo podziękować za komentarze i wejścia ,które przeszły moje najśmielsze oczekiwania!Sześć komentarzy?! Kto by pomyślał!THANK YOU SO MUCH!LOTS OF LOVE
~~Swaggy

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego